Jak zwiększyć współczynnik otwarć wiadomości?

Jak skłonić subksrybentów, aby zaczęli otwierać moje maile? Jak do nich pisać tytuły maili? Próbowałem różnych wersji i nic. Na 80 zapisanych osób tylko 1 otworzyła. Masakra.

Pytanie to zainspirowało mnie do rozwinięcia tematu tu na blogu. Co można zrobić w takiej sytuacji? Jak zwiększyć ilość otwarć e-maila?

jak zwiększyć ilość otwarć mailingu?

Na początek należy zaznaczyć, że wskaźnik otwarć nie jest wiarygodnym współczynnikiem.

Nie oddaje on bezpośrednio ilości osób, które rzeczywiście przeczytały naszą wiadomość. Najpierw należałoby zacząć od tego, że wskaźnik Open Rate nie jest wskaźnikiem wiarygodnym.

Jest to suma osób, które kliknęły w link i osób, które kliknęły w swoim programie pocztowym „odblokuj wyświetlanie grafiki”.

Niestety nie da się tego lepiej mierzyć, co wprowadza niekiedy pewne zamieszanie. Jeśli nie miałeś w wiadomości linku śledzącego kliknięcia to może być taka sytuacja, że 50% osób na Twojej liście przeczytało maila, a tylko jedna została zarejestrowana – kliknęła „odblokuj wyświetlanie grafiki”.

W taką pułapkę wskaźnika Open Rate (współczynnika otwarć wiadomości) wpada wielu początkujących e-mail marketerów, których należy edukować, że jedynym odniesieniem statystycznym powinien dla nich być współczynnik kliknięć.


Jak prawidłowo mierzyć skuteczność listy?

Wielu z Was zapewne patrzy z uśmiechem na powyższe pytanie, jednak obserwując niszę e-mail marketingu widzę wiele osób, które w zły sposób mierzą skuteczność listy, a co za tym idzie wyciągają złe wnioski co do swoich działań.

Dlatego chcę raz na zawsze rozwiać mit współczynnika otwarć i podniecania się jego wartością (a przede wszystkim załamywania się jeśli jest zbyt niski).

Poobserwuj swoją listę. Daj w niektórych wiadomościach jakieś linki śledzące kliknięcia i tym mierz efektywność swojej listy. Zdecydowanie zapomnij o obserwowaniu wskaźnika otwarć. Możesz również dać jakąś ankietę z bonusem za jej wypełnienie.

Już sama ilość wypełnień ankiety da Ci obraz jakości listy i zainteresowania Twoimi wiadomościami, a przecież w ankiecie możesz zapytać na ile Twoje wiadomości są dobre i o czym chcieliby poczytać Twoi subskrybenci (tylko nie przesadź z ilością pytań).

Choć powyższa rada wydaje się banałem – „O genialny pomysł… ankieta…” to w rzeczywistości działa ona nad wyraz skutecznie – szczególnie w sytuacjach, gdy na co dzień nie utrzymujemy kontaktu z czytelnikami (np. na forum czy blogu).

Mogę Ci zaświadczyć z pełnym przekonaniem – przetestowałem to wielokrotnie – że ludzie chętnie wypełniają ankiety, lubią wyrażać swoją opinię, lub decydować o jakichś kwestiach, a jeśli dasz jeszcze coś w zamian to tylko spotęgujesz ten efekt.

Świetnym pomysłem może być również odniesienie się do odpowiedzi czytelników. Przedstawienie wyników i rozwianie wątpliwych kwestii, które mogą się pojawić w odpowiedziach otwartych.

Taki zabieg marketingowy jest niezwykle korzystny, bo dowodzi, że zależy Ci na czytelnikach, że szanujesz ich zdanie, a co najważniejsze odpowiadasz na ich wątpliwości – reagujesz, podejmujesz dialog. No, ale nie o ankietach miał być ten artykuł więc wracajmy do tematu…


Jak poprawić „otwieralność” wiadomości?

Przygotowałem dla Ciebie kilka sprawdzonych patentów, które sprawią, że Twoje wiadomości będą chętniej otwierane – otwierane w rzeczywistości, co jak już wiesz, NIE musi przełożyć się na wzrost widocznego w autoresponderze wskaźnika Open Rate.

Daj subskrybentom dużo dobrej treści

Jak podnieść ilość otwarć? Może i jest to banał, ale najlepszą metodą na zwiększenie osób czytających Twoje maile jest dawanie czytelnikom wartościowej treści…

Jeśli poznają się na Tobie i zapamiętają jako osobę dostarczającą wartościowych informacji to nawet nie będą czytać tematów maili tylko od razu będą czytać co dla nich przygotowałeś.

Wiem, że ta wskazówka niezbyt Cię usatysfakcjonuje, ale wierz mi. To jest najskuteczniejsza metoda, którą sam od dawna stosuję z dobrymi efektami.

Buduj relację – koniecznie!

Już słyszę, jak dziesiątki osób wykrzykują w tym momencie do ekranu monitora zdania oburzenia w stylu: „Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić!”. Niestety niewiele jestem w stanie powiedzieć, aby to „trudniej” stało się choć trochę łatwiejsze.

Od samego początku bardzo dobrze budowałem relację z moimi listami mailingowymi i choć niejedną z nich „udało mi się spalić” (listę mailingową, nie relację, ani tym bardziej czytelników 😉 ) to zdecydowanie nie wynikało to z braku relacji z czytelnikami.

Nie zostawię Ci jednak sam na sam z tym „trudniej” – myślę, że jest pewna wskazówka, która może otworzyć Ci oczy na budowanie relacji z czytelnikami… Uwaga… Okaż subskrybentom szczere zainteresowanie, bądź rzeczywiście pomocny!

Myśl o ludziach nie o pieniądzach! A na poparcie tego stwierdzenia, jeden z moich ulubionych cytatów:

”Zyskasz więcej przyjaciół w ciągu dwóch miesięcy, jeśli okażesz szczere zainteresowanie innym, niż w ciągu dwóch lat, pragnąc skłonić ludzi do zainteresowania się tobą.” – Dale Carnegie

Stwórz własny styl pisania i nie zmieniaj go…

Istnieje wiele różnych „sztuczek” copywriterskich, które mogą podnieść skuteczność wiadomości. Jedni sugerują, aby intrygować, inni zalecają wzbudzanie ciekawości lub zaserwowanie czytelnikom mocnego newsa.

Jeszcze inni powiedzą, że największą skuteczność daje zamieszczenie w temacie tylko jednego słowa…

To wszystko może być prawdą (lub nie), ale musisz pamiętać, aby Twój e-mail marketing był osobowy, abyś miał własny styl pisania i cały czas dostarczał klientom wiadomości pisane w taki sam sposób, abyś dał się poznać (od strony stylu wypowiedzi).

To jest dużo ważniejsze niż wszystkie sztuczki copywriterskie i sposoby na skuteczne nagłówki.


Jak stworzyć własny styl?

Na myśl przychodzi mi tylko jedna rzecz… Pisać! Pisać! i jeszcze raz Pisać! Styl to nie jest coś czego można się nauczyć, styl to nie jest coś co się ma lub nie ma…

Styl ma każdy, a sztuką (do której trzeba dojść we własnym zakresie) jest mocno go zakreślić w swoich wiadomościach. Niech Twoje słowa nie będą tylko słowami, niech nabiorą osobowości, a gwarantuję Ci wysoką otwieralność wiadomości.

Numerowanie wiadomości kursu (lub specjalne oznaczenia)

Bardzo ogólne wyszły mi wcześniejsze wskazówki i choć są to naprawdę mocno kąski sztuki e-mail marketingu postanowiłem dać Ci coś konkretniejszego – coś bardziej technicznego (pewnie tego właśnie oczekiwałeś po tym artykule).

Subskrybuję mnóstwo newsletterów, biuletynów, kursów, czy ogólnie list mailingowych i nierzadko spotykam się z wiadomościami, które są w specjalny sposób oznaczane.

Oto kilka przykładów:

„[EB]„ (skrót od efektywne blogowanie) przed każdą wiadomością od Marcina Samsela Numeracja „#1″ przed tytułami kursu od Przemysława Bednarza Fraza „12 lekcja kursu pozycjonowania” w tytułach kursu Sławka Gdaka czy chociażby „Porada #26 >>>” w jednym z kursów Pawła Krzyworączki.

Czy takie oznaczanie/numerowanie wiadomości ma sens i podnosi skuteczność naszego e-mail marketingu? Sam kiedyś numerowałem wszystkie lekcje moich kursów (czego obecnie nie robię), więc mam kilka przemyśleń na ten temat.

Zalety:

Do zalet tego typu zabiegów zdecydowanie należy zaliczyć wyróżnienie się w skrzynce naszego odbiorcy. Numerowanie może również budować zaangażowanie w kurs – „skoro przeczytałem już 11 wiadomości to 12-stą też muszę przeczytać”.

W przypadku zastosowania stałego przedrostka można wyrobić w czytelnikach nawyk automatycznego otwierania maili oznaczonych w dany sposób.

Choć zalety są znaczące i wygląda na to, że warto stosować różne przedrostki, to musisz być również świadom wad takiego postępowania. Oto te najważniejsze:

Wady:

Jeśli Twój kurs jest stosunkowo długi i numerujesz lekcje, to każdy e-mail reklamowy będzie się strasznie wyróżniał (nie będzie miał numeru) i ludzie przestaną odbierać „maile komercyjne”. To samo tyczy się używania przedrostka przy kursie, a zapominaniu o nim przy „komercji”.

Jeśli Twój autoresponder „zapomni” wysłać lekcję z określonym numerem (przecież awarie się zdarzają) to musisz liczyć się z lawiną pytań typu: „A gdzie lekcja X?”.

Przeżyłem to na własnej skórze i uwierz mi na słowo, że wysyłanie każdemu z osobna (w dodatku jeszcze różnych) lekcji kursu bez automatyzacji potrafi zepsuć niejeden miło zapowiadający się wieczór…

Jeśli po numerze lekcji dajesz tytuł danej lekcji w stylu „Wskazówka #3 – Wysyłaj newsletter” to czytelnicy od razu wiedzą co jest w wiadomości i część z nich (niezainteresowana newsletterami) celowo nie zajrzy do środka, aby oszczędzić swój cenny czas.

Jeśli w wiadomości miałeś do przekazania coś więcej niż tylko wiedzę o newsletterach (np. zapowiedź Twojej nowej książki) to część osób mimo, że zainteresowana Twoimi mailami (i pewnie książką), nie dowie się o niej.

Czy to wszystko?

Zdecydowanie nie. Takich niuansów można zapewne podać jeszcze z 10 dodatkowych punktów (albo lepiej). Uważam jednak, że te powyższe są w zdecydowanej czołówce jeśli chodzi o generowanie efektów i na nich zakończę. Napisz mi proszę w komentarzu, co myślisz o tym artykule i w jaki sposób dbasz o wysoki „Open Rate” swoich wiadomości.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o